Czwórka przyjaciół widziała jak Marta odbiega w stronę portu. Wiedzieli, że ona ich nie zawiedzie. Nie mogłaby. Nie mogli jednak zbyt długo podziwiać je biegu, gdyż ludzie paskudnego starucha szarpnęli każdym z osobna i zawlekli ich do jakiegoś rozwalającego się baru. Schody, po których zmuszeni byli wchodzić, mogły w każdej chwili runąć w dół. Na szczęście całej czwórki i ich oprawców, nic takiego nie miało miejsca. Mężczyźni w ciemnych strojach związali im nadgarstki, kostki i przewiązali w pasie wraz z łokciami. Każde posadzili w innym koncie pomieszczenia i wyszli przed drzwi. Tak więc byli na piętrze związani drażniącymi skórę linami i niewiele mogli zdziałać.
- Co teraz? - szepnęła Carola i z trudem wytarła niesforną łzę pod okiem.
- Ty płaczesz? - Anna nie mogła zrozumieć co się działo z ta dziewczyną - Jasne, że Marta pójdzie to załatwić, ale równie oczywiste jest to, że powinniśmy uciec i uniemożliwić Paskudzie szantażowanie naszych ojców. Mort ani się waż - uciszyła chłopaka, gdy ten tylko otworzył usta.
- A jak zamierzasz nas wyciągnąć? - spytała sceptycznie Alicja.
Ta sytuacja nie podobała się rudej wcale. Zresztą komu by się podobała? Miny brygady nie wyglądały za ciekawie. Każdy próbował wysilić swój umysł i wykombinować coś dostatecznie dobrego.
- A noga łóżka? Jest w miarę... ostra? - Carolina wbiła wzrok w drewno legowiska stojącego pod ścianą.
Najbliżej do niego miał Mort, to też pospiesznie sprawdził teorię dziewczyny. Na początek zaczął zahaczać sznur, którym miał związane nadgarstki. Pocierając szybko w górę i w dół, przekonał się, że pomysł nie był najgorszy, ale wymagał czasu.
- Za jakieś pół godziny będę miał wolne ręce - zawyrokował i nie przestał pocierać sznura o kant nogi łóżka.
Alicja wywróciła oczyma, a Ann westchnęła ciężko. Lepszej perspektywy nie mieli. Natychmiast pozbawiono ich broni, mimo to córce Czarnobrodego coś podpadło.
- Czemu nikt do nas nie zagląda? - spytała podejrzliwie - Nie uwierzę, że Brasco nie spodziewał się tego - skinęła na "pracującego" chłopaka.
Carola wzruszyła ramionami, poddając się bez walki. Natomiast Alicja dłużej rozważała te słowa.
- To jakiś podstęp. On chce byśmy zrobili coś konkretnego, ale co? Co miałaby dać mu nasza ucieczka?
- Uważacie, że to... jest uproszczona ucieczka? - spytał zbulwersowany Mort.
- A nie? Przecież pamiętasz, jak ci... no.... Pieprzeni japońscy piraci porwali Carolę - Anna myślała gorączkowo.
Blondynka siedząca cicho w kącie zadrżała na dźwięk swojego imienia i okropne wspomnienia.
- Spętali ją od stóp do głów i postawili wachty. Paskuda nie wygląda, żeby był od nich gorszy. Zależy mu na naszej ucieczce.
- To do mnie nie przemawia - Alicja zrobiła krzywa minę.
- Sugerujecie, że mam przestać? - oburzył się chłopak, któremu udało się już przetrzeć pół grubości liny.
Anna pokręciła przecząco głową. W pokoju zapadła cisza. Tylko tarcie drewna o sznur ją zakłócało.
- To co robimy? - spytała Caro, w której wzbierała wściekłość - Musimy się przecież wydostać!
- Ale nie chcemy staruchowi nic ułatwiać. Cholera. Szkoda, że tu nie słychać co dzieje się na dole. Mam wrażenie, że ktoś wszedł do środka.
- Nie choleruj. To nie pomoże - stwierdził naburmuszony brunet nie przerywając pracy.
Ann posłała mu tylko miażdżące spojrzenie i nic nie odparła. Postanowiła zrobić coś na co liczyłby przeciętny porywacz.
- Będziemy czekać.
Wszyscy wytrzeszczyli na nią oczy. Ten pomysł nie przemawiał chyba do nikogo. Nie było to przyjemne miejsce na czekanie, aż ktoś poderżnie ci gardło.
- Serio? - chłopak siedzący przy łóżku wykonał gwałtowny ruch, a resztki powrozów na jego dłoniach przerwały się i opadły na ziemię - Akurat skończyłem.
- No to pomóż i nam. Będziemy wolni, ale będziemy czekać - Anna wydawała się oazą spokoju.
- Głupia jesteś? - wtrąciła się Alicja - I w sumie czemu to ty masz decydować?
- Czyli co? Teraz będziemy kłócić się o to kto rządzi? Nie ma problemu, wiesz że kocham kłótnie - wyszczerzyła zęby w nieprzyjemnym uśmiechu.
- Przestańcie! -Carolina ucięła dyskusje i zaczęła wierzgać.
Ku jej zdumieniu, pęta więżące jej kostki po chwili puściły. To i jej wydało się podejrzane. Ann zrobiła dumną minę i czekała na jakiś komentarz.
- Pff.... - prychnął rozbawiony chłopak - To się postarali.
Nadgarstki miał wolne, więc po pięciu minutach i lina nieuruchamiająca go w połowie, leżała luzem na podłodze. Następnie i jego kostki zostały uwolnione. Pierwszą, zaraz po nim, która odzyskała swobodę ruchów, była Carola. Z Alicją i Anną poszło już szybko. Usiedli na łóżku i rozmasowali swoje nadgarstki.
- Czyli czekamy? - Alicja wykrzywiła się z niesmakiem.
- A masz lepszy pomysł? - Anna była podirytowana jej nastawieniem.
- Wyleźć przez okno i dowiedzieć się, co się dzieje na dole.
Anna przygryzła wargę. Nie czuła się przekonana. Mort i Carola biernie czekali na decyzję zmiennowłosej i rudej. Nie lubili podejmować decyzji i teraz tylko rozmyślali o tym, co za chwilę się wydarzy.
- Co wy na to? - wyraz twarzy ich "wiedźmy" złagodniał, sama się pogubiła.
- Mnie nie pytaj. Nie wezmę na siebie tej odpowiedzialności. To Marta jest od jej dźwigania - odparła Caro unosząc ręce w geście obrony.
- Tyle, że Marty tu nie ma o ile nie zauważyłaś i musimy zdecydować wspólnie - najechała na nią Alicja.
- Oj przestańcie - jęknął Mort - Czemu nie ma "najlepszego" wyjścia.
- Bo to nie my je zwykle znajdowaliśmy - westchnęła Ann, która zrozumiała, że Carolina ma racje - Potrzebujemy Marty. Cholernie jej potrzebujemy. Na Neptuna, nie zdawałam sobie sprawy jak ona jest nam potrzebna!
- Gówno prawda. Wiedziałaś to od początku. Wszyscy wiedzieliśmy - włączył się brunet - Tyle, że nikt nie powiedział tego głośno - zrobił niezadowoloną minę - Nie bądźmy bachory. Wy też musicie nauczyć się przywództwa jeśli macie przejąć okręty ojców.
- Taaa. Jeśli dożyjemy tego momentu - Anna wstała i wychyliła się przez okno - To beznadziejne. Nawet okno jest otwarte.
- Tyle, ż eon mógł mieć głębokie przemyślenia filozoficzne. Pomyślał, że jak nam pozwoli to zwęszymy spisek i nie uciekniemy - blondynka uśmiechnęła się słabo.
- Ale jakby postawił przy nas kogoś to i tak byśmy nie nawiali, a pewność by miał większą - Ann nie odwróciła na nią wzroku, tylko badała okiennice.
- Może potrzebuje do czegoś ludzi? - zasugerowała naiwnie Carola.
- Czterech na nas by poskąpił? - Alicja włączyła się do rozmowy, chodź nie była pewna po której stronie się opowiedzieć.
- Co teraz? - szepnęła Carola i z trudem wytarła niesforną łzę pod okiem.
- Ty płaczesz? - Anna nie mogła zrozumieć co się działo z ta dziewczyną - Jasne, że Marta pójdzie to załatwić, ale równie oczywiste jest to, że powinniśmy uciec i uniemożliwić Paskudzie szantażowanie naszych ojców. Mort ani się waż - uciszyła chłopaka, gdy ten tylko otworzył usta.
- A jak zamierzasz nas wyciągnąć? - spytała sceptycznie Alicja.
Ta sytuacja nie podobała się rudej wcale. Zresztą komu by się podobała? Miny brygady nie wyglądały za ciekawie. Każdy próbował wysilić swój umysł i wykombinować coś dostatecznie dobrego.
- A noga łóżka? Jest w miarę... ostra? - Carolina wbiła wzrok w drewno legowiska stojącego pod ścianą.
Najbliżej do niego miał Mort, to też pospiesznie sprawdził teorię dziewczyny. Na początek zaczął zahaczać sznur, którym miał związane nadgarstki. Pocierając szybko w górę i w dół, przekonał się, że pomysł nie był najgorszy, ale wymagał czasu.
- Za jakieś pół godziny będę miał wolne ręce - zawyrokował i nie przestał pocierać sznura o kant nogi łóżka.
Alicja wywróciła oczyma, a Ann westchnęła ciężko. Lepszej perspektywy nie mieli. Natychmiast pozbawiono ich broni, mimo to córce Czarnobrodego coś podpadło.
- Czemu nikt do nas nie zagląda? - spytała podejrzliwie - Nie uwierzę, że Brasco nie spodziewał się tego - skinęła na "pracującego" chłopaka.
Carola wzruszyła ramionami, poddając się bez walki. Natomiast Alicja dłużej rozważała te słowa.
- To jakiś podstęp. On chce byśmy zrobili coś konkretnego, ale co? Co miałaby dać mu nasza ucieczka?
- Uważacie, że to... jest uproszczona ucieczka? - spytał zbulwersowany Mort.
- A nie? Przecież pamiętasz, jak ci... no.... Pieprzeni japońscy piraci porwali Carolę - Anna myślała gorączkowo.
Blondynka siedząca cicho w kącie zadrżała na dźwięk swojego imienia i okropne wspomnienia.
- Spętali ją od stóp do głów i postawili wachty. Paskuda nie wygląda, żeby był od nich gorszy. Zależy mu na naszej ucieczce.
- To do mnie nie przemawia - Alicja zrobiła krzywa minę.
- Sugerujecie, że mam przestać? - oburzył się chłopak, któremu udało się już przetrzeć pół grubości liny.
Anna pokręciła przecząco głową. W pokoju zapadła cisza. Tylko tarcie drewna o sznur ją zakłócało.
- To co robimy? - spytała Caro, w której wzbierała wściekłość - Musimy się przecież wydostać!
- Ale nie chcemy staruchowi nic ułatwiać. Cholera. Szkoda, że tu nie słychać co dzieje się na dole. Mam wrażenie, że ktoś wszedł do środka.
- Nie choleruj. To nie pomoże - stwierdził naburmuszony brunet nie przerywając pracy.
Ann posłała mu tylko miażdżące spojrzenie i nic nie odparła. Postanowiła zrobić coś na co liczyłby przeciętny porywacz.
- Będziemy czekać.
Wszyscy wytrzeszczyli na nią oczy. Ten pomysł nie przemawiał chyba do nikogo. Nie było to przyjemne miejsce na czekanie, aż ktoś poderżnie ci gardło.
- Serio? - chłopak siedzący przy łóżku wykonał gwałtowny ruch, a resztki powrozów na jego dłoniach przerwały się i opadły na ziemię - Akurat skończyłem.
- No to pomóż i nam. Będziemy wolni, ale będziemy czekać - Anna wydawała się oazą spokoju.
- Głupia jesteś? - wtrąciła się Alicja - I w sumie czemu to ty masz decydować?
- Czyli co? Teraz będziemy kłócić się o to kto rządzi? Nie ma problemu, wiesz że kocham kłótnie - wyszczerzyła zęby w nieprzyjemnym uśmiechu.
- Przestańcie! -Carolina ucięła dyskusje i zaczęła wierzgać.
Ku jej zdumieniu, pęta więżące jej kostki po chwili puściły. To i jej wydało się podejrzane. Ann zrobiła dumną minę i czekała na jakiś komentarz.
- Pff.... - prychnął rozbawiony chłopak - To się postarali.
Nadgarstki miał wolne, więc po pięciu minutach i lina nieuruchamiająca go w połowie, leżała luzem na podłodze. Następnie i jego kostki zostały uwolnione. Pierwszą, zaraz po nim, która odzyskała swobodę ruchów, była Carola. Z Alicją i Anną poszło już szybko. Usiedli na łóżku i rozmasowali swoje nadgarstki.
- Czyli czekamy? - Alicja wykrzywiła się z niesmakiem.
- A masz lepszy pomysł? - Anna była podirytowana jej nastawieniem.
- Wyleźć przez okno i dowiedzieć się, co się dzieje na dole.
Anna przygryzła wargę. Nie czuła się przekonana. Mort i Carola biernie czekali na decyzję zmiennowłosej i rudej. Nie lubili podejmować decyzji i teraz tylko rozmyślali o tym, co za chwilę się wydarzy.
- Co wy na to? - wyraz twarzy ich "wiedźmy" złagodniał, sama się pogubiła.
- Mnie nie pytaj. Nie wezmę na siebie tej odpowiedzialności. To Marta jest od jej dźwigania - odparła Caro unosząc ręce w geście obrony.
- Tyle, że Marty tu nie ma o ile nie zauważyłaś i musimy zdecydować wspólnie - najechała na nią Alicja.
- Oj przestańcie - jęknął Mort - Czemu nie ma "najlepszego" wyjścia.
- Bo to nie my je zwykle znajdowaliśmy - westchnęła Ann, która zrozumiała, że Carolina ma racje - Potrzebujemy Marty. Cholernie jej potrzebujemy. Na Neptuna, nie zdawałam sobie sprawy jak ona jest nam potrzebna!
- Gówno prawda. Wiedziałaś to od początku. Wszyscy wiedzieliśmy - włączył się brunet - Tyle, że nikt nie powiedział tego głośno - zrobił niezadowoloną minę - Nie bądźmy bachory. Wy też musicie nauczyć się przywództwa jeśli macie przejąć okręty ojców.
- Taaa. Jeśli dożyjemy tego momentu - Anna wstała i wychyliła się przez okno - To beznadziejne. Nawet okno jest otwarte.
- Tyle, ż eon mógł mieć głębokie przemyślenia filozoficzne. Pomyślał, że jak nam pozwoli to zwęszymy spisek i nie uciekniemy - blondynka uśmiechnęła się słabo.
- Ale jakby postawił przy nas kogoś to i tak byśmy nie nawiali, a pewność by miał większą - Ann nie odwróciła na nią wzroku, tylko badała okiennice.
- Może potrzebuje do czegoś ludzi? - zasugerowała naiwnie Carola.
- Czterech na nas by poskąpił? - Alicja włączyła się do rozmowy, chodź nie była pewna po której stronie się opowiedzieć.
--------------------------------------------------------------------------------
Załamuje mnie to, że nadal was tu mało, ale co poradzę. Czekam na opinię i ......jak uważacie? :D Spisek, czy podpucha? Wyjdą, czy nie wyjdą? Co lepiej zrobić? :3 Mam nadzieję, że zaintrygowałam w ten dziwny sposób. Proszę o komentarze i pozdrawiam :*
Jestem, wróciłam, żyję, komentuję. :)
OdpowiedzUsuńA więc. Nie wiem co myśleć, czy sposób uwięzienia ich był zamierzony czy nie, ale wiem na pewno, że będąc na ich miejscu nie czekałabym bezczynnie, a to z jednego prostego powodu: czekanie jest nudne. Z resztą, czy np. Jack w takiej sytuacji nie próbowałby kombinować? Jasne, że by to robił. Uwięziony szukałby najmniejszego błędu 'oprawcy' żeby móc go wykorzystać i zwiać. Mniejsza z tym co potem. Wolność jest najważniejsza.
Fakt, może to być spisek i uciekając mogą wpaść w jeszcze większe bagno. Ok. Ale bez ryzyka nie ma zabawy. :D
Komentuję z dużym opóźnieniem, więc wiem już, że chcesz przerwać działalność na C.B. Więc nie będę pisać, że czekam na next, bo ten się zapewne nie pojawi. Ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś... ;)
Pozdrawiam,
S.c.